Bo to zła kobieta była...

 To będzie długi post. Zacznę od tego, że w poniedziałek jak zwykle jest inwentaryzacja mięsnego i warzywniaka, czyli musimy poważyć wszystko co jest w ladzie mięsnej, sery i chłodnię, jednocześnie pilnując, żeby były bułki, obsługując klienta, posprzątać, umyć maszyny i wyrobić się do 22:45, bo nie możemy robić nadgodzin, a jesteśmy we 3 na zmianie. Razem ze mną była Lala i Jaga, najlepsze psiapsióły do zeszłego tygodnia. Nie wiem, co się wydarzyło, ale są pokłócone. Generalnie Jaga to się w ogóle do tego nie nadaje, bo wprowadza wszystko jak babcia (z szacunkiem dla babć). Jeszcze mi przyszła i mówi "pisz wyraźnie, to szybciej będę wklepywać" 😱 Po czym jeszcze dodała, że ja to będę robić (mogłam jej powiedzieć, że ok, ale Ty za mnie ogarniesz cały mięsny). W dodatku mamy nową koleżankę za Ciotkę, nazwijmy ją Żaneta, która jeszcze nie ogarnia, co gdzie i jak i pomieszała mi wszystkie kiełbasy w chłodni, więc najpierw musiałam to wszystko ułożyć i dopiero zważyć. Na szczęście nie było zbyt dużo ludzi i się wyrobiłam (ludzie chyba widzieli moja minę i nie podchodzili), ALE...Jaga jak zwykle na inwentaryzacji ma to gdzieś i nie sprząta (jej obowiązkiem jest zamiecienie całego sklepu i umycie podłogi), plus jeszcze do 21 wykładała towar (!!!), bo myślała, że któraś z nas ogarnie sklep. Takiego wała ;P Lala powiedziała wprost, że to pierdoli i wychodzi o 22:45 i tak wyszła. Więc jak zwykle ja, jak ten cieć, zostałam z nią, ale też powiedziałam, że to pierdolę (no hello, cały dzień na mięsnym + inwentaryzacja, jeszcze mam z miotłą i mopem latać, bo jej się nie chciało, bez przesady). No i ta wklepuje te kody i cyferki niczym żółw, godzina 23:30, a ta nagle, że "świeże weszły" do systemu i musimy to dodać, bo będziemy 6k na minusie. W tym momencie powinnam powiedzieć, że mam w to wyjebane i idę do domu, ale nieeee. Bo generalnie dwie osoby u nas muszą zamknąć sklep (bo niby jedna może coś zwinąć), to siedzę z nią, dalej wklepuje jak babcia i ogólnie wyszłyśmy o 24:05. Znając życie, nie zapłacą mi za to. 

Druga sprawa, że w tym dniu były u nas na sklepie 2 regionalne i liderka i spytałam, czy mogą mi zamówić buty. One, że powinnam to zgłosić pani kierownik. Zgłaszałam od stycznia, przypominałam co miesiąc, w końcu napisałam kartkę z jakieś 2-3 tygodnie temu i zostawiłam na biurku, bo może zapomniała. Butów dalej nie mam. I Shogun napisał nam na grupie, że jutro (tj. we wtorek) żebyśmy przyszły na 12:00, bo nadgodziny i będzie rozmowa z panią regionalną.

I tak przyszłam we wtorek na 12:00 i Dama Kier od razu z ryjem, kto ją podkablował u regionalnej. Mówię, że ja nic nie nagadałam, tylko poprosiłam o buty. Od razu z ryjem, że dziękuje mi bardzo, że przez to wyleci z roboty, bla bla bla. Mówię jej, że niech nie przesadza, że ją wyjebią o głupie buty. Lata do biura, ryczy, dzwoni gdzieś, ja robię swoje i wykładam towar. W końcu przychodzi po nas, jest regionalna (stoimy we 3 + kierowniczka, bo jedna została na mięsnym i druga na kasie) i się zaczyna...Regionalna pyta, która z nas prosiła o te buty, to się przyznaję, że ja. Dama Kier od razu się uruchomiła, że tak, jej wina, bierze to na siebie, że nie zamówiła. Regionalna z kulturą, ale stanowczo, że to jest jej obowiązek, żeby mi buty zamówić, że nie powinna pracownika dopuścić do pracy w złych butach, bo jak coś się stanie, to będzie jej wina. Jeszcze powiedziałam o tej kartce, że leży już dwa tygodnie. Potem się uruchomiły obydwie, bo wcześniej rozmawiały przez telefon i z tego, co wywnioskowałam, to D.K. straszyła regionalną "swoją teściową radcą prawnym" i ta ją oskarżyła o mobbing. Nie wiem, co tam się działo, ale trochę o tym gadały. Po czym regionalna do nas, czy jeszcze coś nam nie pasuje. I oczywiście tylko ja się odzywam i mówię, że nie podoba nam się grafik, że pierwsza zmiana kończy o 14:30, a druga o 15:00 i nie wiemy, czy mamy przychodzić wcześniej, zostawać dłużej, bo przecież nie ma nadgodzin i to jest trochę nie halo. D.K. znowu zaczęła się wybielać, że tak było w mailu w maju, sratatata, a ta do niej, że co ona za bzdury opowiada, że mamy czerwiec i już tak nie jest. To ja kolejny pocisk, że nie podoba nam się, że na inwentaryzacjach i przed gazetką (wtorki) na popołudniu jesteśmy we 3 i ciężko nam się jest wyrobić. Lala przytaknęła. I znowu się zaczęło 😅 Że D.K. źle zrobiła grafik ("bo jej system nie przepuszcza"), a regionalna, że to dlatego, że wykorzystała wszystkie godziny nadgodzin w poprzednich miesiącach i my już więcej nie możemy pracować, dlatego system jej nie pozwala, że nie umie robić grafiku itp. Wypunktowała ją jeszcze, że miała zrobić jakieś tam 4 rzeczy i nic z tego nie jest zrobione, dalej nie słyszałam, bo Krówka zadzwoniła po mnie na kasę :( Dodałabym jeszcze, że nie podoba nam się, że D.K. ciągle siedzi na telefonie w biurze, zamiast nam pomóc na sklepie i że nie podobało mi się, jak potraktowała Ciotkę, że nawet jej nie podziękowała za pracę, ale już tyle zjebów dostała, że się powstrzymałam. 

Wczoraj D.K. nie przyszła do pracy i podobno wzięła L4. I podobno kończy jej się umowa w czerwcu, o czym nie wiedziałyśmy. Więc ups, chyba przeze mnie straci pracę :X No, może nie przeze mnie, bo sama jest sobie winna, sklep wygląda, jak wygląda, my jesteśmy przemęczone i wkurzone na nią, że ciągle zamawia towar, którego nie jesteśmy w stanie przerobić będąc 3 na zmianie, a w magazynie, chłodni i wiacie nie ma już miejsca na nowy, że siedzi se w biurze i nic nie robi i jeszcze od klientów słyszę, że narzeka na nas, że "wszystko musi robić za pracowników" (siedziała pół godziny na kasie, no to rzeczywiście wszystko...). Trochę mam wyrzuty sumienia, że dołożyłam cegiełkę, bo mnie wybroniła po jednym incydencie (o tym w kolejnym poście), ale sama jest sobie winna.


Więc na przyszłość: zamawiajcie mi buty, bo was też się pozbędę XD

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ten statek idzie na dno XD