Bo to zła kobieta była...
To będzie długi post. Zacznę od tego, że w poniedziałek jak zwykle jest inwentaryzacja mięsnego i warzywniaka, czyli musimy poważyć wszystko co jest w ladzie mięsnej, sery i chłodnię, jednocześnie pilnując, żeby były bułki, obsługując klienta, posprzątać, umyć maszyny i wyrobić się do 22:45, bo nie możemy robić nadgodzin, a jesteśmy we 3 na zmianie. Razem ze mną była Lala i Jaga, najlepsze psiapsióły do zeszłego tygodnia. Nie wiem, co się wydarzyło, ale są pokłócone. Generalnie Jaga to się w ogóle do tego nie nadaje, bo wprowadza wszystko jak babcia (z szacunkiem dla babć). Jeszcze mi przyszła i mówi "pisz wyraźnie, to szybciej będę wklepywać" 😱 Po czym jeszcze dodała, że ja to będę robić (mogłam jej powiedzieć, że ok, ale Ty za mnie ogarniesz cały mięsny). W dodatku mamy nową koleżankę za Ciotkę, nazwijmy ją Żaneta, która jeszcze nie ogarnia, co gdzie i jak i pomieszała mi wszystkie kiełbasy w chłodni, więc najpierw musiałam to wszystko ułożyć i dopiero zważyć. Na szczęści...